Była sobota rano. Obudziłam się jak zawsze o wschodzie słońca. Spojrzałam na osobę obok. mój zwierzak w postaci człowieka zawsze spał obok. Sam nie wiem czemu, takie zwierzęce upodobania. Powoli wyszłam z łóżka i spojrzałam w okno. Wschód słońca był przepiękny. Kiedy się odwróciłam Kasmir już stał.
- O wstałeś, idziemy poćwiczyć? - spytałam podchodząc do niego.
- Jasne. - powiedział . Właścicielka domu nie mieszkała z nami, więc szybko wyszliśmy. Poszliśmy w stronę akademii, gdzie był padok. Kasmir przemienił się w konia, a ja poszłam po wszystkie przyrządy i ubiór dla niego. Szybko wyczesałam mu grzywę i sierść. Założyłam mu derkę, a na nią siodło. Potem uzdę, na szczęście koń grzecznie otwierał pysk. Potem zajęłam się czerwonymi owijkami. Po tym wszystkim był gotowy do jazdy. Poszliśmy na padok do skoków. Były ustawione idealnie dla mojego zwierzaka. Wprowadziłam go na padok.
- Najpierw mała rozgrzewka, nie wyrywaj się tak. - powiedziałam wsiadając na niego. Bez mojej komendy ruszył stępem, a po chwili przeszedł w kłus. Byłam rozgrzana więc naprowadziłam go na mniejszą przeszkodę.
- Co to ma być? - spytał z lekka rozdrażniony.
- Rozgrzewka, dawno nie skakaliśmy. - powiedziałam głaszcząc go po ognistej grzywie. Skakaliśmy tak, puki nie zauważyłam Ekko. Spojrzałam na niego i podbiegłam. Przeskoczył przez ogrodzenie i był na padoku. Koń prychnął na niego i położył po sobie uszy. Poklepałam go po szyi.
- Po co przyszyłeś? - spytałam.
- Popatrzeć jak moja siostrzyczka trenuje. - odpowiedział podchodząc do Kasmira. Dobrze, że się trzymałam bo ten staną dęba. Szybko się do niego ,, przytuliłam:, aby go nie przeciążyć. Jednak za bardzo wygiął się do tyły i upadł na plecy. Zdążyłam jedynie wyciągnąć nogi. koń się przewalił i mnie przygniótł. Oczywiście szybko wstał. Od razu podeszłam do brata.
- Uważał byś trochę. - warknęłam popychając go, tak, że upadł na ziemie. - Gdybym nie umiała si zachować, mogło by mi się coś stać. - warknęłam patrząc na niego ze złością.
< Ekko? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz